Evan Wszechmogący / Evan Almighty (Tom Shadyac, 2007)

Evan Wszechmogący / Evan Almighty (Tom Shadyac, 2007)

Postprzez Tonder » 23 maja 2010, o 18:20

Król Upu

Tonder

Avatar użytkownika
 
 
Posty: 2617
Obrazki: 0
Dołączył(a): 10 maja 2010, o 18:48
Podziękował : 7837 razy
Otrzymał podziękowań: 18945 razy
Evan Wszechmogący / Evan Almighty (2007)



..

..

Obrazek

Produkcja: USA
Gatunek: Fantasy, Komedia
Data premiery: 21 czerwca 2007

..

..



TWÓRCY
Reżyseria: Tom Shadyac
Scenariusz: Steve Oedekerk
Zdjęcia: Ian Baker
Muzyka: John Debney
Montaż: Scott Hill
Scenografia: Linda DeScenna
Kostiumy: Judy L. Ruskin
Producent: Gary Barber (+)
OBSADA
Steve Carell - Evan Baxter
Morgan Freeman - Bóg
Lauren Graham - Joan Baxter
Johnny Simmons - Dylan Baxter
Graham Phillips - Jordan Baxter
Jimmy Bennett - Ryan Baxter
John Goodman - Kongresmen Long
Wanda Sykes - Rita
i inni


Obrazek


..

..


INFORMACJA O FILMIE


Co mają ze sobą wspólnego Al Gore, Leonardo DiCaprio, Lisa Simpson (z "Simpsonów" oczywiście) i Bóg? Jeśli wierzyć amerykańskim filmom, wszyscy oni chcą ratować Ziemię przed całkowitą dewastacją. Twórcy komedii "Evan Wszechmogący" wykorzystują przypowieść o Arce Noego, by zwrócić uwagę na kwestię niszczenia przyrody w imię wygody i doraźnych korzyści majątkowych. Stworzenie komedii uświadamiającej to trudne zadanie, z którego twórcy "Evana" tylko częściowo wychodzą zwycięsko.

Na planie filmu spotkały się prawdziwe gwiazdy amerykańskiej sceny komediowej: Steve Carell, John Michael Higgins i Wanda Sykes. Mając taką obsadę, w zasadzie nie trzeba się zbytnio wysilać - zabawnie po prostu musi być. Tak chyba pomyśleli sobie scenarzyści, których było całe mnóstwo. Ich tekst jest mało satysfakcjonujący. Fabuła zarysowano tak grubą kreską, że o finezji czy nadaniu bohaterom indywidualnego charakteru nie ma nawet mowy. Większość dialogów jest równie prymitywna co narzędzia wykorzystywane przez bohatera filmu do budowy Arki.

Jednak Carell i spółka nawet czytając książkę telefoniczną sprawiliby, że widownia płakałaby ze śmiechu. To właśnie dzięki nim, ich niespożytej energii i nieposkromionemu poczuciu humoru "Evan" pozostaje komedią zabawną, pełną specyficznych gagów rodem z "The Daily Show" (z którego pochodzi Carell, a także pojawiający się w filmie na drugim planie Jon Stewart i Ed Helms) czy "Saturday Night Life". To czysta rozkosz, móc ich podziwiać na ekranie.

Obecność Carella, Higginsa i Sykes pełni jeszcze jedną bardzo ważną rolę: odwraca uwagę widza od bolesnego faktu, że "Evan Wszechmogący" jest niczym innym jak zwyczajną propagandówką. Fakt, jest to propaganda ambitna, bo próbująca połączyć dwa światopoglądy, które na scenie społeczno-politycznej zazwyczaj występują po przeciwnych stronach barykady. Niemniej jednak twórcy swoje racje wyłuszczają w najbardziej toporny z możliwych sposobów.

Z jednej strony "Evan" to pochwała wartości chrześcijańskich, które zwykło się wrzucać do worka z napisem 'konserwatyzm'. Komedia Shadyaca stara się być satyrą na współczesny świat pogoni za sukcesem, której ofiarą pada podstawowa jednostka sytemu społecznego, jakim jest rodzina. Zamiast tego jest raczej brutalnym wbijaniem widzom do głowy, że rodzina jest ważna. Czynią to z taką natarczywością, że przesłanie, które przecież jest ważne i pozytywne, zaczyna w pewnym momencie irytować. I nawet ciepły głos Morgana Freemana niewiele tu pomaga.

Jednocześnie "Evan" propaguje wartości ekologiczne, doprawione lekką krytyką globalizacji, co z kolei zazwyczaj przypisuje się Zielonym, wrzucanym do jednego worka z wszelkiej maści liberałami i lewakami. Twórcy mocno kontrastują pierwotne piękno dzikiej przyrody, gdzie człowiek może poczuć szczęście i przedsmak raju, ze współczesną cywilizacją - przestrzenną, pełną dóbr, lecz emocjonalnie jałową. I znów twórcy raczą nas śliczniutkimi spotami reklamowymi dzikich ostępów i banalnymi tekstami, które w rozsądnych granicach są do przełknięcia, lecz tu przywodzą na myśl biblijny potop frazesów.

Twórców poniósł entuzjazm i ciekawy pomysł propagowania ruchu eko-chrześcijańskiego utopili za sprawą braku umiaru. Nie zawsze więcej znaczy lepiej. I prawdą pozostaje to nawet w odniesieniu do letnich premier szykowanych jako wielkie przeboje.

Jeśli jednak zignorować propagandowy wydźwięk "Evana", to okaże się, że jest to całkiem dobra zabawa w sam raz na letnie popołudnie, na którą warto wybrać się w większym gronie.

Źródło - Marcin Pietrzyk, Filmweb.pl



..

..


Obrazek


..

..
Za ten post autor Tonder otrzymał podziękowania - 2:
kotio, zbroia
 
Obrazek
Góra

Powrót do fabularne



Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron