Carrie (Brian De Palma, 1976)

Carrie (Brian De Palma, 1976)

Postprzez Tonder » 17 maja 2017, o 08:15

Król Upu

Tonder

Avatar użytkownika
 
 
Posty: 2675
Obrazki: 0
Dołączył(a): 10 maja 2010, o 18:48
Podziękował : 7841 razy
Otrzymał podziękowań: 19126 razy
Carrie (1976)



..

..

Obrazek

Produkcja: USA
Gatunek: Horror
Data premiery: 3 listopada 1976

..

..



TWÓRCY
Reżyseria: Brian De Palma
Scenariusz: Lawrence D. Cohen
Zdjęcia: Mario Tosi
Muzyka: Pino Donaggio
Montaż: Paul Hirsch
Scenografia: Jack Fisk, Bill Kenney
Kostiumy: Rosanna Norton
Producent: Paul Monash (+)
OBSADA
Sissy Spacek - Carrie
Piper Laurie - Margaret White
Amy Irving - Sue Snell
William Katt - Tommy Ross
John Travolta - Billy Nolan
Nancy Allen - Chris Hargensen
Betty Buckley - Miss Collins
P.J. Soles - Norma
i inni


Obrazek


..

..


INFORMACJA O FILMIE


"Róże są czerwone, fiołki fioletowe, a Carrie White ma nasrane w głowie" - taki oto wierszyk ułożyli szkolni koledzy głównej bohaterki debiutanckiej powieści Stephena Kinga, zatytułowanej właśnie "Carrie". W wyreżyserowanej przez Briana De Palmę ekranizacji (pierwszym filmie opartym na twórczości amerykańskiego "mistrza horroru") poetyckie zdolności rówieśników dziewczyny zostały pominięte, ale konkluzja pozostała ta sama: młodzież bywa okrutna. Udręka Carrie jednak nie ogranicza się do uczęszczanego przez nią liceum, gdzie codziennie pada ofiarą szykan pozostałych uczennic; prawdziwe piekło rozpoczyna sie dla nastolatki wraz z przekroczeniem progu rodzinnego domu: pełnego religijnych akcesoriów królestwa fanatycznie chrześcijańskiej matki, która niezbicie wierzy, iż nic tak nie tłamsi w dziecku grzesznych pokus, jak zamknięcie na kilka godzin w schowku z figurką ukrzyżowanego Jezusa o groteskowo wykrzywionej twarzy. Nic dziwnego, że psychika nękanej zewsząd młodej osoby jest jak tykająca bomba - tylko czekająca na odpowiedni moment, by rozerwać wszystkich wokoło na strzępy.

Magiczna noc maturalnego balu, taniec z najpopularniejszym chłopcem w szkole, wyjątkowo okrutny żart, wielkie upokorzenie... i bum! Dystrybutorzy "Carrie" w trakcie promocji dzieła ani myśleli ukrywać, w jakich okolicznościach dochodzi do dramaturgicznej kulminacji, którą obiecano widzom, między innymi, w oryginalnym zwiastunie; chociaż przedwczesne zdradzenie zakończenia lub jego części przeważnie jest zwykłą marketingową wpadką, w przypadku filmu De Palmy, zresztą podobnie jak w literackim pierwowzorze, sprawdza się znakomicie. Następująca w finałowej partii obrazu sekwencja - jedyna, która zasługuje na miano krwawej (pomijając początkowe krótkie spotkanie z krwią menstruacyjną) - nie tylko trwa niecałe pięć minut, lecz także nie epatuje odbiorcy nadto soczystymi widokami: to nie makabra jest tutaj gwoździem programu. Mimo że wskazówki co do charakteru zbliżającej się wielkimi krokami tragedii wydzielane są bardzo oszczędnie, jej nieuniknioność jest oczywista - namacalna, wisi w powietrzu...

To, że oglądając "Carrie" jesteśmy w stanie dać się wciągnąć w wir emocji na długo przed ich eksplozją, jest zasługą w szczególności odpowiedniego sposobu narracji. Rozwój fabuły polega bardziej na poznawaniu kolejnych bohaterów niż tradycyjnym relacjonowaniu zdarzeń; w końcu to właśnie ludzkie zachowania - przyjmowane wobec innych postawy i wypowiadane (świadomie lub nie) słowa - są kluczowe w kształtowaniu się wszelkich historii... zarówno tych szczęśliwych, jak i ponurych. Niefortunnie dla naszej Carrie nawet ci, którzy nastawieni są do niej życzliwie, ostatecznie przyczyniają się do katastrofy, rozmazując jednoznaczną, zdawałoby się, granicę pomiędzy czynem dobrym a złym. Rzecz oczywiście tyczy się również samej tytułowej postaci, na którą można patrzeć jak na ofiarę, ale i jak na bezwzględną mścicielkę. Morał powieści Kinga nie został więc całkowicie stracony w scenariuszu Lawrence'a D. Cohena, zrezygnowano jednak z dosłowności przekazu, która w wersji filmowej mogła skończyć się ciężkostrawną pretensjonalnością, i poszerzono nieco pole do odmiennych interpretacji.

Dzieło De Palmy, choć na płaszczyźnie merytorycznej jest przede wszystkim opowieścią o uwięzionej w sieci niesprzyjających sytuacji życiowych jednostce, od strony formalnej to pełnokrwisty horror w klasycznym stylu. Oszczędne efekty specjalne, acz nie można im nic zarzucić, zostają zepchnięte na dalszy plan przez subtelniejsze i zarazem bardziej dogłębne techniki straszenia; rzeź nie umywa się do niepokoju, jaki wzbudzają wracająca do domu po całym dniu szerzenia "słowa Chrystusa" matka Carrie (perfekcyjna Piper Laurie), akompaniujące jej złowrogie takty oraz kuląca się pod surowym spojrzeniem rodzicielki córka (równie perfekcyjna Sissy Spacek). Opatrzone w odpowiednio lekką oprawę muzyczną, wplecione tu i ówdzie komediowe akcenty, mimo poważnego tonu całości, nie rażą, a poprzez kotrast z powodzeniem służą wzmocnieniu atmosfery mroku, która osiąga szczyt w jednym z najbardziej przerażających zakończeń, jakie kino grozy widziało.

"Carrie" jest filmem wyjątkowym pod wieloma względami. Produkcja świetnie odzwierciedla ducha powieści, na której została oparta, nie ograniczając się do powierzchownego kopiowania zawartych w książce motywów. Reprezentuje sobą poziom realizacyjny tak wysoki, że nawet upływ lat okazał się dla niej łaskawy. Wciąga, kusi i intryguje bez hollywoodzkiej pompatyczności. Niedosyt mogą czuć zwolennicy mocnych widowisk typu "ręka, noga, mózg na ścianie". Ale prawdopodobnie znajdzie się więcej widzów, którzy zgodnie oświadczą: De Palma stworzył niepodważalny klasyk!

Źródło - Surgeon_OperatingTable, Filmweb.pl



..

..


Obrazek


..

..
Za ten post autor Tonder otrzymał podziękowania - 3:
Adante, kotio, zbroia
 
Obrazek
Góra

Powrót do fabularne



Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron