Panowie
Witold Conti
(2 lutego 1908 - 25 maja 1944)
Prócz wielkiej urody zewnętrznej odznacza się Conti zaletą, która w obecnej fazie triumfu filmu dźwiękowego przedstawia walny atut — mianowicie pięknym, miłym głosem i gra na skrzypcach. Jest prosty i miły w obejściu, toteż rozmowa z nim odrazu nabiera uroku sympatycznej pogawędki. ... czytaj więcej
Idziemy do kina

Karuzela życia
Jedni na plaży znajdują poparzenie słoneczne inni bursztyn wyprodukowany na Tajwanie... Harry Cort znalazł miłość swego życia - cudną i posażną Izę Norską.
Jeszcze tylko musi ją wydrzeć szponom pewnego finansowego rekina. W reżyseri Bolesława Micińskiego rzecz wyprodukowała Vita-Film, UWAGA! W obsadzie Bebe Bay! i Douglas... (ale Józef)
[center][font=Impact]KARUZELA ŻYCIA[/font]
na podstawie [font=Impact]NAJMILSZA PRZYGODA JACKA TRENTA[/font] powieści Ireny Zarzyckiej

[b] Produkcja Polska[/b]
Premiera [b]19 lipiec 1930 roku.[/b][/center]
[imgl=GREY=http://www.adante.nazwa.pl/zbroiowisko/aobrazki/adante/2201505141935421.jpg][/imgl] 1860 m
Dziennikarz Jacek Trentkowski - w tej roli przystojny Harry Cort - w trakcie pobytu na plaży (zapewne dla rozrywki) widzi jak topi się dama. Dzielny dziennikarz śpieszy na pomoc i wyławia z wprawą wodną niezdarę. Zaskakującym zbiegiem okoliczności natychmiast się w niej zakochuje - na co może mieć wpływ tak powab własny Izy Norskiej jak i fakt, iż gra ona w tym filmie córkę milionera.
Zważywszy na sporą dysproporcję finansową jaka często zachodzi między osobą parającą się dziennikarstwem i osobą określaną mianem "milionera", bezpośrednie udanie się do domu ojca ukochanej z prośbą o jej rękę, gwarantuje mierny skutek. Dziennikarz Jacek, chcąc być blisko przedmiotu swego uwielbienia, decyduje się na finezyjny manewr zwany czasem "back door action", czyli: wprawdzie udaje się do domu ojca, ale nie prosi o rękę córki lecz o pracę dla siebie. W ten sposób zdobywa nowy zawód i w CV może sobie dopisać: "serwisant domowy przyboczny" czyli lokaj. [imgr=grey=http://www.adante.nazwa.pl/zbroiowisko/aobrazki/adante/2201505141939001.jpg][/imgr] Jednak w nowej pracy, zamiast wodzić wzrokiem za przedmiotem westchnień (w przerwach między odbieraniem w przedpokoju kapeluszy i "w oka mgniennym" reagowaniu na frazę wygłaszaną po użyciu zwyczajowego lokajskiego imienia (najczęściej jest to Jan) "... może odejść"), gapi się (jak sroka w gnat) w rzędy cyfr finansowych wypisywanych przez - również zatrudnionego w owym domu - sekretarza. Co gorsza - dostrzega w liczbowych kolumnach zachłanną kreatywność. Tak naprawdę sekretarz dał się przyłapać na niecnych machinacjach lokajowi, gdyż również wodzi wzrokiem za powabna córką milionera, przez co okresowo traci koncentrację.
Przyłapany i wyczuwając w przystojnym rywalu konkurenta, chwyta się starego i sprawdzonego sposobu "łapaj złodzieja" i uderzeniem wyprzedzającym oskarża lokaja Jacka o jakąś zmyśloną kradzież, a fakt jej zaistnienia popiera swym autorytetem wynikającym z wyższego statusu zatrudnienia w domu ojca.

Szczęśliwym zbiegiem okoliczności w ręce fałszywie oskarżonego trafiają jak najbardziej autentyczne dowody machlojek sekretarza w postaci depeszy, z której wynika, że ów sfałszował czeki pana domu czym dobitnie go zrujnował.
Tylko dzięki staraniom lokaja (a byłego dziennikarza) prawda jak oliwa na wierzch wypływa. Przeniewierczy sekretarz idzie siedzieć.
I już nic nie stoi na drodze do szczęścia, którego treścią jest ślub Jacka Trentkowskiego ze swą ukochaną.

Powyższe napisałam na podstawie z trudem wyszukanych szczątkowych informacji, bo sam film nie zachował się do dnia dzisiejszego.
Mimo fatalnych recenzji jakimi go wówczas potraktowano, trochę szkoda. W obsadzie poza Harry Cortem są tu prawie sami debiutanci, to mogło być ciekawie. W dodatku najczęściej debiutanci jednorazowi, to znaczy - był to ich jedyny występ w przedwojennym polskim kinie. Nic o nich nie udało mi się znaleźć, ale prace wyszukiwawcze trwają.

Śliczna Iza Norska, z wykształcenia skrzypaczka po konserwatorium muzycznym ukończonym w Berlinie, przed "Karuzelą życia" wystąpiła w jednym filmie: "9. 25. Przygoda jednej nocy", po "Karuzeli" już więcej w filmie nie zagrała, a w 1939 roku wraz synem wyemigrowała do Iraku, gdzie mieszkała jej siostra Paulina, zamężna z paszą Maxem Makowskim.
Jan Rogoziński po tym debiucie dorobił się jakiejś kinematograficznej historii: wystąpił w czterech filmach, pracował jako asystent reżysera i kierownik zdjęć.

Gwiazdą niewątpliwą był Harry Cort (prywatnie: książę Stanisław Józef Gedyminowicz-Bielski).
I tylko on uzyskał w miarę dobre recenzje. Pisano wręcz, że się rehabilitował za swój beznadziejny występ w filmie "Halka" z tego samego roku. Niewiele pochwały widać dały, bo więcej się na ekranie nie pojawił.

Doprawdy film musiał pachnieć świeżością skoro tyle w nim było nowalijek, znaczy: debiutantów. Dodam jeszcze, że reżyser i jednocześnie autor scenariusza, Bolesław Miciński, również był debiutantem. Wytwórnia Vita-Film też. I w obu przypadkach na debiucie się skończyło.

Reżyseria [size=4] Bolesław Miciński[/size]

Kierownictwo artystyczne[b] Adam Augustynowicz[/b]

Scenariusz [b]Bolesław Miciński, Wacław Malczewski, Adam Augustynowicz[/b]

Zdjęcia[size=3] Stanisław Witkiewicz[/size]

Scenografia [b]Wiesław Cieśliński, Jerzy Pronaszko[/b]



[color=sienna] [b] Iza Norska[/b] . . . . . . . . . . . . . . [i] córka milionera[/i]
[b]Harry Cort[/b] . . . . . . . . . . . . . . [i] dziennikarz Jacek Trentkowski[/i]
[b] Bebe Bay
Edward Sten
Richard Bohm
Jan Rogoziński
Czesław Niedzielski
Józef Douglas
Rysio Miciński[/b]
[/color]

[right]Kierownictwo produkcji[b] Wacław Malczewski[/b]
Produkcja[size=4] Vita-Film[/size][/right]
Pierwowzory


[hr=brown=1].[/hr] [font=Impact]Z PRASY:[/font]
[hr=sienna=1].[/hr] (...)„Karuzelę życia”, debiut reżyserski p. Micińskiego. Ostatecznie, dobrze się stało, że nie zaprezentowano publiczności tego filmu w sezonie, ponieważ spotkałoby go wówczas mniej zapewne pobłażliwe przyjęcie. W innem opracowaniu, zważywszy na kinowe zalety scenariusza mógłby to być film conajmniej poprawny. Tymczasem zmajstrowano miernotę wręcz pośledniego gatunku. Zarówno reżyser jak i aktorzy potraktowali swe zadania zbyt po amatorsku; jedynie Harry Cort, otrzymawszy wreszcie stosowną dla siebie rolę, starał się naprawić to wszystko, co nabroił w „Halce".
j. s.
źródło: Tęcza 1930.08.30 R.4 Nr35 - 35/52
[hr=sienna=1].[/hr]
[hr=brown=1].[/hr] [right][img]http://www.zbroiowisko.pl/images/img/bc8b9cbf07ea5f9426d934b35374d2c1.jpg[/img][/right]
... czytaj więcej
Troche humoru
ALE... KTÓRY?
U Nancy Carral zadźwięczał telefon. Gwiazda ujmuje słuchawkę:
- Hallo! Kto mówi?
- Tu Adolf — odzywa się głos Adolfa Menjou.
- Kto? Nic nie słyszę.
- Adolf. A jak Albert, d- jak Damita, o jak Olgierd, l jak Ludwik, f jak Fryderyk.
- No dobrze, dobrze — woła zniecierpliwiona gwiazda — ale który to z was?...
Felietony
Czas na reklame
Animacje
Teksty i artykuły znalezione w przedwojennej prasie polskiej dotyczące filmu animowanego. Zapewne będzie ich niewiele. Najpierw Władysław Starewicz, entomolog amator z polsko-litewskiej rodziny, który 1910 roku nakręcił pierwszy na świecie animowany film w technice stop-motion. W ten sposób powstał obrazek „Piękna Lukanida” z waleczny żukami w roli głównej. Zapewne też Feliks Kuczkowski, który w 1917 roku zrealizował dwa pierwsze quasi-animowane filmy rysunkowe „Flirt krzesełek” i Luneta ma dwa końce. Karol Irzykowski – wybitny krytyk międzywojenny – umieścił Kuczkowskiego na kartach „Dziesiątej muzy”, jednej z pierwszych teoretycznych publikacji dotyczących kina. +...czytaj wiecej