Stare niusy
W szale zazdrości
Drezno, w marcu.

Mieszkańcy stolicy saskiej poruszeni są do głębi wstrząsającą śmiercią młodego, 17-letniego dziewczęcia, niejakiej Elizy Domherównej, córki zamożnych rodziców. Okoliczności, towarzyszące śmierci pięknego dziewczęcia były tak straszne i niezwykłe, iż wywołały u wszystkich żywe współczucie i szczery żal dla rodziców zmarłej tragicznie budzącej się do życia istoty...

Nie uprzedzajmy...

Urocza, jak ją powszechnie nazywano w kole znajomych i krewnych, Eliza, poznała na jednych z balów tegorocznego karnawału studenta medycyny, Wilhelma Hitzenberga, którego od pierwszego wejrzenia pokochała serdecznie. Gorąca miłość ku niemu zdawała się unosić ją w świat niedoścignionych marzeń i upojnych myśli...

Wilhelm, widział tę bezgraniczną sympatyę, jaką darzyła go Eliza — toteż w niedługim czasie dał się porwać jej szczeremu uczuciu.

W parę dni po balu, złożył wizytę rodzicom Elzy, którą przyjęli oni przychylnie. Obdarzony tem zaufaniem — w wolnych chwilach od wykładów i nauki — śpieszył do domu Elzy, gdzie przez długie godziny patrząc sobie w oczy, zabawiali się rozmową a myśli, owiane gorącą miłością przenosiły ich w krainę niewysłowionego szczęścia.

I tak upłynęło im kilka tygodni. Przez cały ten czas ani razu nie zranił ich dusze chociażby cień smutku, czy to niedomówionego żalu, ufali sobie wzajemnie, nie widząc nic poza sobą...

Aż tu raptem zjechał do państwa Domherów daleki kuzyn, syn właściciela dóbr, Zygmunt Drammer. Był to młodzieniec przystojny, z manierami pańskiemi, dystyngowany w ruchach i bardzo towarzyski— obejściem swem wywoływał u wszystkich jak najsympatyczniejsze wrażenie.

Czy Zygmunt podobał się Elizie?

Nie możemy powiedzieć tak lub nie. Lubiła go za jego dżentelmeńskie postępowanie i uprzejmość, graniczącą niejednokrotnie z czcią — jaką oddaje się pięknej kobiecie. Działał on na nią, jak piękny, cudny pejsaż, porywająca rzeźba — któremi albo widza bawi się dotąd, póki je obserwuje.

Tymczasem Wilhelm, który podczas odwiedzin swych miał sposobność poznać dorodnego Zygmunta — od przyjazdu jego uczuwał z każdą chwilą większy niepokój, jakąś głęboko nurtującą zazdrość, przechodzącą bardzo często w niebezpieczny szał. I to szaleńcze uczucie przy najbłahszych drobnostkach jak lawa wulkanu wrzało silnym ogniem, którego płomień gniewu zwracał się ku... ubóstwianej Elizie. Sytuacya stawała się z każdą godziną krytyczniejszą, nieznośną i groźną. Dla niej było to zagadką...

Piękna Eliza po wyjściu Wilhelma — zamykała się w swym pokoju i tonęła cała we łzach.

...Co się z nim stało? —szeptała drżącymi usty.

Odpowiedzią na to zapytanie duszy — było ponowne szlochanie, gwałtowne i nerwowe.

...Za moją miłość, za moje nad życie ukochanie... otrzymała wybuchy niewytłomaczonego gniewu...

O co? Czemu?

Biedna Eliza! Nie przypuszczała nigdy, iż obecność kuzyna Zygmunta spowodowała tak nagłą zmianę postępowania Wilhelma wobec niej...

Spuściła smutnie głowę i cisnąc piąstkami oczy — spazmatycznie łkała...

* * *

Cudny ranek, prawdziwie wiosenny zaświtał. Ożywcze promienie słońca oblewały wspaniałe budowle Drezna, jarzyły się na wysmukłych wieżach kościołów, napawały radością i weselem wszystko, co tylko w mieście żyło. Gwar, hałas i turkot wozów, omnibusów, tramwajów i samochodów — wrzał, zda się, jakiemś przyspieszonem tempem.

Wiosna, wiosna!...

Okrzyk ten zdawał się być u wszystkich na ustach, budząc w duszy uczucie odmłodzonego życia.

Eliza właśnie co skończyła swoją poranną toaletę, gdy służąca dyskretnie zapukawszy do jej pokoju, równocześnie weszła, podając jej list. Tknięta przeczuciem grożącego jej nieszczęścia, nerwowo otworzyła kopertę. List zawierał następujące słowa:

A przecież droga Elizo!

W ważnej sprawie, niecierpiącej zwłoki, oczekuję Cię dzisiaj po południu, o godz. 4-tej przed gmachem teatralnym.

Twój Wilhelm.

List wypadł z jej ręki. Z osłupiałym wzrokiem — stała, jak posąg z marmuru wykuty. Myśli jej zrazu przewalały się z błyskawiczną szybkością, poczem utonęły w chaosie, w zupełnej nieświadomości uczuć.

Przez ciało jej począł przebiegać nerwowy dreszcz a oczy, z których biło szaleńcze osłupienie, rozszerzały się coraz więcej aż w końcu przysłoniła je nieprzebita mgła. Zachwiała się raz i drugi, wreszcie, jak kłoś podcięty kosą, z przeraźliwym jękiem usunęła się na ziemię.
Eliza zemdlała.

* * *

Godzina 4 po południu.
Wilhelm nerwowym krokiem spacerował wzdłuż wspaniałego gmachu teatralnego, patrząc co chwila na zegarek.
— Czyżby obawiała się? — mówił do siebie.
I znów ten spacer nerwowy, jeszcze szybszy, jeszcze nieregularniejszy.
- Idzie — mimowoli wykrzyknął.

Rzeczywiście Eliza zdążała w umówione miejsce, zdyszana, z gorącymi wypiekami na policzkach. Podawszy jej rękę -wręcz oświadczył, iż pojadą samochodem za miasto, gdyż chce zdala od gwaru porozmawiać z nią swobodnie.
Wsiedli.
W kilkanaście minut znaleźli się na drodze odosobnionej, pustej i przez cały ten czas nie wyrzekł do niej ani jednego słowa. Skupił swe myśli, od czego by tu zacząć i jak poprowadzić rozmowę. Delikatnie ująwszy ją za rękę, zagadnął tonom miękim, niemal pieszczotliwym.
— Elizo, czy ty wczuwałaś się ostatnimi czasy w moje beznadziejne położenie ?
W odpowiedzi rzuciła na niego spojrzenie, w którem malowało się i zdziwienie i lęk.
— No! Powiedz — natarczywie nalegał.
Znów milczenie.
Milczenie to zrodziło u niego namiętny wybuch żalu, którego tłem było uczucie zazdrości. Puściwszy jej nagle rękę, krzyknął gwałtownie:
— Ty go kochasz!
I zanim zdołała cośkolwiek odpowiedzieć, ciągnął tym samym tonem dalej:
— Już od kilkunastu dni intuicyjnie odgadywałem, wierząc, iż moja miłością wobec bytności pięknego panicza wzgardziłaś...
Eliza, przymknąwszy oczy, wpadła na wpół w omdlenie...
— Niewdzięczna! Niewierna! Szalona z ciebie dziewczyna. Wejdź w siebie... Czyż nie widzisz we mnie zawiedzionego uczucia miłości, które wzniecić może w mej duszy szaleństwo?
— No! mów! Mów na Boga — chrapliwie zawołał, szarpiąc ją równocześnie za rękę.
Eliza ledwie już pojmowała.
Oczy Wilhelma gorzały nienaturalnym blaskiem, który znamionował jakiś straszny, powzięty zamiar.

Nieszczęsna Eliza! Gdyby mogła spojrzeć teraz na jego twarz - z pewnością powiedziałaby parę słów na uniewinnienie i kto wie, czyby nie uniknęła grożącego jej niebezpieczeństwa. Niestety umysł jej legł w nieświadomości uczuć.

Tymczasem Wilhelm, chwyciwszy się oburącz za głowę, wydawał jakieś dzikie okrzyki, w których przebijał się zupełny rozstrój nerwowy i psychiczny.

— Ot i koniec — głucho wyrzucił.

I w tym samym momencie sięgnął szybkim ruchem do kieszeni i wyjmując rewolwer i skierował go w pierś Elizy. — Strzał huknął. Oczy jej na mgnienie oka otworzyły się. Rzuciła przedśmiertne spojrzenie, w którem malował się bezgraniczny żal, wstrząsający wyrzut i ciężka krzywda. Jak ptak śmiertelnie raniony zatrzepota kilkakrotnie skrzydłami i pada martwy na ziemię, tak i ona wstrząsnąwszy kilka razy rękoma, z ustami napółotwartemi, przez które ostatkami sił chwytała powietrze — z jękiem przechyliła się na bok automobilu.

Wilhelm oprzytomniał.

I zanim automobil stanął, rzucił się na ratunek...

- Elizo! Jam twój morderca!!

W okrzyku tym wypowiedział wszystko: szał zazdrości uczynił go zabójcą.
Eliza jeszcze raz otworzyła oczy, a na twarz jej, zastygłą strasznem cierpieniem — wystąpiła trupia bladość. Usta jej poczęły drgać coraz szybciej i szybciej, a z oblicza tchnęła jakaś przedwieczna skarga... Wreszcie doleciał Wilhelma z ust konającej cichy szept:

— Skrzy...wdzi...łeś... mnie...

Eliza już nie żyła.

* * *

Wilhelma Hitzenberga uwięziono...

Ilustrowany Kurier Codzienny nr 69. - z dnia 24 marzec 1912 roku
Troche humoru
BEZEMNIE ANI RUSZ
Rzecz się dzieje na „giełdzie statystów" Osoby dwóch statystów filmowych.
- Robisz co?
- Jeszcze jak! Gram bardzo ważną rolę.
- Co? Ty grasz ważną rolę? W jakim filmie?
- W filmie „Rok 1914“ ze Smosarską i z Contim.
- Ho, ho... A cóż to za rola? Czem właściwie jesteś?
- Trupem. Conti pada w potyczce, Smosarska rzuca się ku niemu, a ja cały czas leżę tuż... o krok dalej— Wciąż jestem widoczny na zdjęciu razem ze Smosarską i z Contim. Prosiłem dyr. Libkowa, żeby mi pozwolił choć na chwilę odejść. A on jak mnie ofuknie! "Ani się pan waż!" Słowem beze mnie ani rusz!

Co nowego?
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
ZAPOTRZEBOWANIA FILMOWE 

Filmy poszukiwane

Lista


Rituals (1977)


Horror
produkcja: Kanada, USA
premiera: 21 lipca 1977


reżyseria: Peter Carter

scenariusz: Ian Sutherland
muzyka: Hagood Hardy

zdjęcia: René Verzier


[...]Pięciu zaprzyjaźnionych lekarzy – Harry (Hal Holbrook), Mitzi (Lawrence Dane), Martin (Robin Gammell), Abel (Ken James) i D.J. (Gary Reineke) zamierzają przeżyć męską przygodę, wobec tego na sześć dni zapuszczają się w niedostępną kanadyjską dzicz. Pierwszej nocy coś zaczaja się krzakach w pobliżu obozowiska i nasłuchuje rozmów pięciu mężczyzn. Od tego momentu wesoła przygoda przemienia się w dramatyczną walkę o przetrwanie, która doprowadzi do zerwania więzów przyjaźni pomiędzy ofiarami, by później wystawić na próbę ich wytrwałość, poczucie etyki i moralności, by na końcu wpędzić w obłęd i zmusić do wzajemnego zabijania. Wszystko to za sprawą tajemniczej, przerażającej i szalonej postaci skrytej w mrokach kniei.

Dzieło Petera Cartera jest chyba najbardziej bolesnym i dobitnym przykładem tego, że historia bywa okrutna. Do dziś nie mogę wyjść z podziwu, że tak wspaniały, niezwykły film, który zdawałoby się jest skazany na kultowość, został tak niesprawiedliwie odtrącony i zapomniany.

Na początek powiem, że "Rituals" jest filmem, który wciąga bez reszty, wręcz pochłania widza swoim gęstym klimatem, dzikością i surowością ukazywanej przyrody, pięknymi, lecz niepokojącymi swoim spokojem i bezkresnością pejzażami. Od samego początku akcja posuwa się szybko i jest ciekawie, gdy na horyzoncie pojawia się zagrożenie w postaci mrocznego prześladowcy, film łapie za gardło i nieprzebłaganie trzyma do samego końca. Antyfani horrorów także powinni znaleźć tutaj coś dla siebie – "Rituals" doskonale spełnia warunki filmu przygodowego z dreszczykiem by na miarę rozwoju akcji pójść nieco w stronę dramatu filozoficznego. Co więcej, nie należy on do najbrutalniejszych i najkrwawszych, wrażliwi pod tym względem też mogą śmiało dać obrazowi Cartera szansę. [...]

fragmenty artykułu autor: Bloodbane , źródło: filmweb




występują:

Hal Holbrook . . . . . . . . . . . . Harry
Lawrence Dane . . . . . . . . . . . . Mitzi
Robin Gammell . . . . . . . . . . . . Martin
Ken James . . . . . . . . . . . . Abel
Gary Reineke . . . . . . . . . . . . D.J.
Murray Westgate . . . . . . . . . . . . Pilot
Jack Creley . . . . . . . . . . . . Jesse
Michael Zenon . . . . . . . . . . . . Matthew

... i inni


studio:
Astral Bellevue Pathé
Canadian Film Development Corporation (CFDC)
Canart Films
Na tej witrynie nie ma forów.

Zaloguj się  •  Zarejestruj się

Kto jest online

Jest 5 użytkowników online :: 3 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 2 gości (wg danych z ostatnich 5 minut)
Najwięcej użytkowników (64) było online pn wrz 24, 2018 9:15 pm

Zarejestrowani użytkownicy: Adante, Heise IT-Markt [Crawler], Tonder
Legenda – kolory grup: klasykanin, azraella, caligari, zelig, supernova

Urodziny

Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Statystyki

Liczba postów: 13228 • Liczba tematów: 12893 • Liczba użytkowników: 9074 • Ostatnio zarejestrowany użytkownik: buncia88

Dzisiaj jest śr lis 14, 2018 5:00 pm