Eros y Tanatos
 

KOMENTARZE

 
Adante dodane: 02-03-2015 09:59
Podróżując po omszałych czasopismach, w pogoni za informacjami o polskim kinie przedwojennym, natykam się na zadziwiające informacje. Natykam? Raczej grzęznę w ich migotliwym bogactwie. Fascynujący świat sprzed ponad stu lat. Tak dawno … czym dłużej w nim jestem tym mi się bliższym staje. Szkoda mi było znów to zawieruszyć i dlatego postanowiłam, choć część tych perełek zachować. Dla siebie …. ale i dla każdej podróżniczej temporalnej wagabundy.
Ponoć pewne grono zajrzawszy tu, zadało pytanie: Jaki w tym sens?
Cóż za pytanie! Pewnie, że nie ma sensu. Ale za to jest Czas!
 
Felietony Pani Hanki - Tydzień kobiet

Wielkopolska Jlustracja 1928.10.07 Nr 1



Płaszcz z czarnego, ciemno-zielonego,
lub wiśniowego aksamitu, wypustkowany
jaśniejszym jedwabiem w ostre zęby.
Kołnierz i mankiety z białego futra

W dwóch ubiegłych sezonach komplet dżemprowy stanowił podstawę garderoby; w miarę zasobności - z jedwabnego, półjedwabnego, lub wełnianego trykotu, mógł być noszony od rana do wieczoru, tak na ulicy, jak na wizyty, do cukierni, a nawet na dancingi. Obcisły, świetnie uwydatniający kształty, mieniący się dyskretnie dobranemi kolorami, jakże miłe stanowił ubranie i ile czasu oszczędzał, nie wymagając przebierania.

kapelusz z miękkiego filcu koloru belge,
z odwinięciem z jedwabiu koloru
brunatno-rudego.

Ale moda jest najmniej stałą ze wszystkiego co należy do rodzaju żeńskiego; próżno wykazywałaby się jakaś jej kreacja praktycznością i wdziękiem, nie wolno jej trwać dłużej nad najwyżej 2 sezony, o ile już nawet po jednym nie zostaje przekazaną do archiwów.

Obecnie komplety dżemprowe nie zostały zupełnie wyeliminowane z garderoby elegantki, przeciwnie każda ma choć jeden, ale wolno jej go nosić tylko w godzinach przedpołudniowych. Okoliczność ta wprowadza konieczność posiadania sukni popołudniowej (robe d‘apres - midi), od których roją się żurnale i wystawne okna pierwszorzędnych magazynów.

Suknie popołudniowe odznaczają się wielką różnorodnością, rozmaitością formy, co ułatwia wielce zadanie magazynierki, trzeba tylko trochę pomysłowości, a kto niema jej w dostatecznym stopniu, umiejętności przystosowywania modeli, widzianych w żurnalach i magazynach.

W wielu magazynach popełnia się tu kardynalne błędy. Zazwyczaj kładzie się przed klientką stos albumów i zeszytów francuskich, niemieckich, lub angielskich, z uprzejmem, stereotypowem powiedzeniem; ,,Niech sobie pani wybierze co z tego“. I pani wybiera!... Zaprzepaszcza się wśród setek ładnych modeli, bez końca wraca od jednego do drugiego i ostatecznie wybiera coś, co prześlicznie wygląda na rysunku, a co w wykonaniu okaże się całkiem niestosowne dla danej osoby.

Najważniejszą bowiem rzeczą w ubraniu kobiety jest wiedzieć, co się stosuje do rodzaju figury i fizjognomji.

Zastanówmy się nad tem, zaczynając od trudniejszego rodzaju, to jest kobiety powiedzmy - nieszczupłej. Dla tych figur nie ocenioną jest nowość, która pierwszorzędne miejsce zajmie w tym sezonie suknie - szarfy (robe - echarpe), będąca jednak jedną z odmian odwiecznej sukni drapowanej.


Najpopularniejszą kobietą „żółtą" jest niewątpliwie Anna May Wong,
świetna gwiazda kinowa. Widzimy ją powyżej w jej mieszkaniu londyńskiem,
ubraną w kimono, służące jako penjuar, z pięknemi haftami o chińskich motywach.
Szarfą bywa bardzo często cała spódniczka z lekkiego jedwabiu z fantazją upinana na jednym boku, albo szeroki kawał skośnej materji, który, lekko obejmując biodra, wiąże się następnie w misterny węzeł, o końcach o wiele przechodzących długość spódnicy, albo tworzących tren, a nieraz i dwa. Czasami takie szarfo - treny pochodzą od zarzutki otaczającej ramiona, które wloką się za kobietą idącą w sali, po dywanie a bywają przerzucane przez rękę lub z powrotem na ramię, gdy idzie ulicą, albo w czasie tańca. Czasem takie suknie - szarfy pozwalają bowiem w masie przymarszczeń i fantazji zatracić przyrodzoną obfitość kształtów.

Korzystnem też dla tłuścioszek jest to, że obecnie bardziej przystraja się tył niż przód. Moda czyni to ze względu na olbrzymie rozwielmożnienie się tańca, w czasie którego tył jest bardziej widoczny od maskowanego przez tancerza przodu



Skala modeli dla kobiet szczupłych jest dużo rozleglejszą. Właściwie strzec się powinna każda kobieta szczupła fasonów zbyt wydłużających. Więc wszystkie plisowania, zaczynające się od pasa nie są pożądane, tembardziej obcisłe suknie, tworzące jedną całość.

Panie nazbyt szczupłe wykorzystywać powinny modę falban marszczonych. Mogą nie cofać się nawet przed potrójnemi i poczwórnemi, a choćby i przed fantazyjnie krzyżującemi się na przodzie, lub lewym boku, co jest bardzo ładne.

To samo gdy idzie o bluzki, jakżeż podnosi wdzięk kobiety szczupłej stanik drapowany, kołnierz szeroki, lekko opływający z ramion, żaboty i t. zw. kaskady.

Kobieta szczupła nie potrzebuje obawiać się mieszania barw, wpustkowania choćby kolorami, które mianuje się krzyczącymi.

Bluzki wyrzucone poniżej biodra są jak stworzone dla pań szczupłych. Natomiast radzimy strzec się bluzek prostych, zakończonych jedynie wyszyciem, plisą, lub kieszonkami.

Jaki kolor będzie najmodniejszy w jesiennym sezonie? Z góry się zastrzegam, że nie dam na to odpowiedzi. O tem, jaka barwa jest najmodniejsza, dowiadujemy się dopiero gdy sezon jest w całej pełni, gdy jedną z nich upodobały sobie najwięcej paryskie, czy wiedeńskie królowe mody. I tak zeszłego roku wszystkie pisma zapowiedziały, że najwięcej noszony będzie kolor zielony, a tymczasem w stolicach roiło się od kostjumów i sukien czarnych, oraz odcieni koloru ciemnoczerwonego.

W każdym razie trzeba wiedzieć jakie kolory można kupować bez ryzyka, że kupi się coś z niedobitków zeszłorocznego sezonu jesiennego. Otóż pod tym względem nie jesteśmy w kłopocie, wybór jest ogromny, a tony ciepłe, soczyste, bogate. Od jasnych tonów słomkowo-złocistych, noszących romantyczną nazwę cheveux de la reine (włosy królowej) do błyszczących tonów brunatno-czarnawych, zwanych n e g r e od barwy skóry murzyńskiej. A obok tych kontrastowych kolorów, barwy dyskretnie zielone, i bleuardoise (błękit tabliczki szyfrowej) właściwie ciepło-szary; taupe - lilas zawsze dystyngowany kolor kreci z odcieniem fioletowym, pozatem, od lat kilku nie wychodzący z mody, kolor chabrowy.

Wszystkie te barwy właściwe są jednak dla sukien balowych i popołudniowych, gdy idzie zaś o okrycia krawcy stołeczni lansują je w barwach, jakie spotykamy wśród liści jesiennych.


Pani Hanka NASTĘPNY (2) >>>
Szafa Garderobiana
Szlafrok z fałdą „watteau”.

Luźny, powłoczysty szlafrok z wełny kremowej. Z przodu, u góry otwarty na małej kamizelce gipiurowej i naszyty na brzegach szeroką plisą jedwabną, koloru fraise, tył ma ułożony w szeroką fałdę watteau, kończącą się u góry pod gładką, niezbyt szeroką pelerynką. Przód i boki ujęte w talji luźnym pasem jedwabnym, spiętym na boku dużą rozetą. Z pod szerokich, zaplisowanych rękawów wychyla się bufa jedwabna wszyta w obcisły mankiecik.
Powieści
(1)

ROZDZIAŁ PIERWSZY.

GROŹBA SKAZAŃCA.
Sala rozpraw w sądzie karnym przepełniona była ludźmi. Wszyscy czekali niecierpliwie na ogłoszenie wyroku, którego treści nikt się nie domyślał i nikt z góry, przewidzieć nie mógł.

— Ciszej! ciszej! — wołano tu i ówdzie, a i woźni sądowi ze swej strony, usiłowali uspokoić hałaśliwą publiczność, powtarzając swoje sakramentalne uciszcie się!“ Oskarżony tylko, którego losy rozstrzygnąć się miały za chwilę, zachowywał się prawie obojętnie, a na twarzy jego więcej było widać ciekawości, niż przerażenia. Był to człowiek średniego wzrostu, ale krępy i barczysty. Włosy miał ciemne, twarz gładko wygoloną i oczy szare, ocienione gęstemi brwiami, które mu nadawały wyraz ponury. Ubrany był porządnie, a nawet dostatnio. Mówił po polsku z pewną trudnością i z cudzoziemskim akcentem, gdyż, jak się pokazało w toku rozprawy, był on na wpół
Amerykaninem. Dzieckiem jeszcze wyemigrował z rodzicami do Nowego Świata, gdzie spędził znaczną część życia. Nie poszczęściło mu się jednak widocznie, bo powrócił, nie uzbierawszy zbyt wiele grosza, poto, aby dostać się wkrótce na ławę oskarżonych.

— Awanturnik! — mówił ktoś z publiczności — chciał sobie sam sprawiedliwość wymierzyć.

— Gorzej niż awanturnik, to zwyczajny bandyta! Wtargnął przecie do mieszkania bezbronnego starca, któregoby niechybnie zamordował, gdyby nie przytomność umysłu krewnej archeologa, która zatelefonowała po policyę.

— Zranił go podobno w ramię.

— Dał do niego dwa strzały i strzeliłby z pewnością raz jeszcze, ale odważna kobieta uchwyciła go wtedy za ramię, wytrącając mu nabitą broń z ręki.

— A czy ta dzielna niewiasta znajduje się tutaj? — zapytał ktoś mniej widocznie uświadomiony.

— A jakże! ona jest przecie głównym świadkiem; ona też nakłoniła starego do wytoczenia procesu mordercy.

— Mordercy? Przecież — o ile wiem — człowiek ten nikogo nie zabił.

— Ale chciał zabić, a to na jedno wychodzi — oburknął pytającego czerwony jegomość z twarzą apoplektyka, który zdawał się mocno interesować przebiegiem procesu. — Takie gwałty powinny być surowo karane, już i tak dosyć się ich
u nas namnożyło... Byle co! zaraz browning w robocie. To przecie kraj cywilizowany, a nie puszcza amerykańska, gdzie można zamordować człowieka bez sądu i kary, czy jak oni tam powiadają zlinczować. - Apoplektyczny jegomość perorowałby zapewne dłuższy czas, popisując się znajomością stosunków amerykańskich, zaczerpniętą jak się zdaje z pilnego odczytywania przygód Nik Cartera, ale sędziowie przysięgli wchodzili już na salę, po odbytej na uboczu naradzie, a werdykt ich miał być za chwilę ogłoszony. Rozmowy ustały i zapanowała powszechna cisza, wśród której zabrzmiał donośnie głos przewodniczącego, odczytującego wyrok, streszczający się wjednem złowrogiem słowie W i n i e n.

Tak! — Sąd przysięgły uznawał, że Jakób Łęga, przybyły niedawno z Ameryki, winien jest zbrodni usiłowanego morderstwa, który chciał spełnić na osobie Józefa Nałęcza, znanego powszechnie w mieście miłośnika starożytności. Uwzględniwszy nawet łagodzące okoliczności, wyzyskane umiejętnie przez głośnego obrońcę, adwokata Jalesza, trybunał widział się zmuszonym skazać oskarżonego na 10 lat ciężkiego więzienia w Wiśniczu.

Usłyszawszy ten wyrok, oskarżony Jakób Łęga zerwał się z miejsca i stał przez chwilę z szeroko rozwartemi oczyma, jakby nie rozumiejąc, o co właściwie chodzi.

C. d. n.
. . . | zapamietaj

Bardzo Stare Niusy

Królewska żebraczka.

Na książęcym dworze. — Idylla miłosna. Pierwsze chwile uniesienia. — Wśród nędzy i głodu. - Cyrkowa diva. - Tragiczna śmierć małżonka. - W drodze do Europy.

Nie tak to dawne czasy, kiedy po ca­łym świecie rozniosły druty telegraficzne senzacyjną wiadomość, iż córka zmarłe­go przed kilku laty pretendenta do tro­nu hiszpańskiego Don Cariosa, księżniczka Małgorzata de Bourbon uciekła z domu rodzicielskiego z... hiszpańskim toreadorem El Sardenero.
Skandale w domach panujących były wtedy jeszcze czemś niezwykłem. To też wieść ta wywołała w świecie całym nie­bywałe zainteresowanie i ciekawość. Wszystkie dzienniki przepełnione były szczegółami z życia zakochanej pary, fo­tografiami i portretami obojga z różnych czasów i różnych okoliczności.
Historya na pozór prosta.
Młoda, bo zaledwie 18-letnia księżniczka, zdana na łaskę ochmistrzyń i guwernan­tek, psuta pochlebstwem i zmęczona ce­remoniałem domowym, równie silnie — a może i więcej jeszcze przestrzeganym, jak na dworach panujących, z duszy i serca rwała się ku swobodzie, zazdroszcząc zwykłym mieszczkom życia i warunków bytu, które znała tylko z okna karety.
Jeżeli dodamy do tego temperament południowy księżniczki i zwyczaje tamtej­sze znacznie swobodniejsze od naszych, to krok jej będzie można wprawdzie nie usprawiedliwić, ale do pewnego stopnia zrozumieć i tłómaczyć.
Rozkapryszona księżniczka, w chwili niezwykłego znudzenia i zniechęcenia ujrzała w czasie nieodzownej przy każdej narodowej uroczystości hiszpańskiej wal­ki byków, młodą i smukłą postać wybitnie przystojnego toreadora.
Jego sprawność i odwaga, zgrabność i elegancya ruchów, piękny kostyum i rycerska postawa, a nadto grad kwiatów i oklasków, którymi zasypano go po odniesionem zwycięstwie i pokonaniu prze­ciwnika, tak podziałały na rozbudzoną fantazyę młodej dziewczyny, że nie na­myślając się wiele, oddała mu bez za­strzeżeń dziewicze serduszko.
Usłużna panna służąca, zaufana zresztą powiernica radości i smutków swej wysoko urodzonej pani, doradziła to, co jak zresztą dobrze wiedziała jest najgorętszem życzeniem księżniczki: „Zobaczyć go i mówić z nim!“ Przy dobrych chęciach na wszystko jest rada.
W kilka dni później, drżąca z obawy i niepokoju księżniczka, przyjmowała w ustronnej altanie ogrodowej pierwszą wi­zytę ukochanego. Za nią poszła druga i trzecia i wzajemne, ostateczne porozu­mienie. O związku małżeńskim mowy być nie mogło. Pozostawała jedna tylko dro­ga, to jest potajemna ucieczka. Księ­żniczka, zakochana do szaleństwa, zde­cydowała się na ten krok ostateczny. Wszak uśmiechało jej się życie przy bo­ku ukochanego, wolne od wstrętnej i mę­czącej etykiety, zdala od znienawidzonych guwernantek i ochmistrzyń. Życie całe upłynie mi jak sen jaki złoty, jak roz­koszny poranek majowy. Czyż więc można się było jeszcze namyślać?
W kilka dni później dowiedział się świat cały o ucieczce księżniczki.
Świat ją potępił bez litości; jeszcze bardziej srogim okazał się ojciec, wykli­nając córkę i wyrzekając jej się na zawsze.

* * *

Młoda para, nie mając w pospiechu czasu na kościelny związek, odpłynęła najbliższym okrętem do Argentyny. Przy­znać trzeba, że oboje, decydując się na ten stanowczy krok w życiu, postąpili zresztą bez zarzutu.
Księżniczka, uciekając z domu, nie za­brała nic więcej, oprócz najpotrzebniej­szych własnych rzeczy, toreador, wzbity w dumę obecnością księżniczki, z którą łączyły go najściślejsze węzły, dumny był z jej towarzystwa i miłości, podobała mu się młoda i ponętna dziewczyna, zbyt go zresztą nęcił zaszczyt poślubienia królew­skiej córy, aby się zbyt długo namyślał. To też tuż po przyjeździe do Buenos-Aires poślubił ją urzędowo, nadając jej w ten sposób tytuł legalnej małżonki i rehabilitując ją do pewnego stopnia wo­bec świata.
Wkrótce jednak po ślubie poczęło się coś psuć w małżeństwie. Ona, egzaltowa­na i zapalona, pragnęła uniesień miło­snych i zachwytów, których u swego małżonka napotkać nie mogła. Nic dzi­wnego też, że po upływie krótkiego cza­su wkradły się w młode stadło niesnaski i nieporozumienia, oparte na poważnym gruncie wzajemnej różnicy pojęć i uspo­sobienia.
Młodą księżniczkę razić poczęły wady i prostackie nawyczki męża, temu znowu nie podobały się przeczulone „stany i transy“ egzaltowanej duszy księżniczki.
Pocieszali się zatem oboje jak mogli. Ona, przesiadując w skromnem nad wy­raz mieszkaniu, trawiła dnie całe w zgry­zocie i łzach, on znowu topił swój smu­tek w alkoholu i rozpuście.
W końcu doszło do tego, że maltreto­wana i bita przezeń księżniczka opuściła dom męża potajemnie i szukając chleba powszedniego wstąpiła do cyrku, jako baletnica.
Dwa lata spędziła w budzie cyrkowej, wlokąc się z miasta do miasta, byle tyl­ko zarobić na swe utrzymanie i po­trzeby.
Dwa lata ciężkiej i strasznej biedy, poniewierki i poniżenia do ostatnich gra­nic. wystarczyło jej jednak na to, aby uskładać sobie drobną kwotę na wszelki wypadek.
Co przez ten czas przeżyła, Bóg jeden wie; dość, że pewnego razu, powiedzia­wszy sobie „dosyć!“ rzuciła budę cyr­kową i ruszyła w podróż do Europy.
Los jednak miał dla niej jeszcze jeden cios gorzki i krwawy. Oto, gdy jechała koleją ku najbliższemu portowi, tuż za Buenos-Aires, pociąg przejechał jakiegoś człowieka, który dobrowolnie szukał w ten sposób śmierci. Gdy pociąg stanął i słu­żba zabrała się do złożenia poszarpanych zwłok obok toru, księżniczka wychyliła się oknem; by zobaczyć, co było powo­dem zatrzymania się pociągu w pustem polu. Wyjrzawszy, dostrzegła pod kołami wagonu, w którym siedziała, konwulsyjnym bólem wykrzywioną twarz... swego męża!
Obecnie przed kilku dniami przyby­ła do Rzymu i zamieszkała w gospo­dzie robotniczej w najuboższej dzielnicy miasta.

Ilustrowany Kurier Codzienny nr 198. 31 sierpnia 1911

Indyk z biszamelem.

Oskubać i oprawić młodego indyka albo indyczkę lub też małe indyczę, zostawić tak na dni parę na zimno, aby skruszał, naszpikować posolić trochę, posmarować masłem, obwinąć papierem i piec na rożnie lub brytwannie, polewając masłem, gdy będzie na dopieczeniu, odjąć papier i polewać biszamelem, a gdy nabierze złotawego koloru, wyjąć i pokrajać ostrożnie. Biszamel w ten sposób zrób: rozetrzeć dobrze w łyżce masła garść mąki, rozprowadzić połkwartą świeżego mleka lub śmietanki i zagotować to dobrze mieszając, w końcu wbić trzy żółtka i używać do polewania kur, indyków, rozmaitej zwierzyny i cielęcej pieczeni.