Stare niusy
Trafił swój na swego.

Samobójstwo dla kinematografu. — Sprytny policyant. — Oszukany.

Budapeszt, 16 lipca.


Ha moście Małgorzaty zatrzymała się wczoraj rano grupka ludzi. Wśród nich -operator kinematograficzny z dużym aparatem. Za chwilę przygotował się już do zdjęcia, kierując soczewkę ku rzece...

Tymczasem ludzie, jak to ludzie, gromadzić się zaczęli dookoła. Coraz ich więcej. Aż zwabiło to — policyanta. Zapytał o przyczynę zbiegowiska, a na to pan z aparatem wyjaśnił, że właśnie zamierza dokonać zdjęcia sceny rzucenia się w nurty Dunaju „samobójcy" — lecz przeszkadzają ludzie.

„Samobójstwo" potrzebne dla kinematografu, nawet nie kończy się groźnie, gdyż — wedle programu — „desperata wyławiają rybacy".

Policyant potrząsnął głową z niezadowoleniem i spytał:

— Któż będzie tym samobójcą?

— Ja — zawołał jakiś młody człowiek

— Artur Kanckowski, niejednokrotny zwycięzca w zawodach pływackich i w skoku do wody.

— Nie mogę na to pozwolić — rzekł poiicyant — któż wie, czy uda się temu panu wyjść z tego cało. A zresztą z mostu nie wolno skakać.

— No dobrze. Pan nie może pozwolić, więc zatelefonujemy do dyrekcyi policji — zaproponował pomocnik operatora.

— Dobrze — zgodził się policyant — ale ja pójdę z panem. Panowie nie wywiedziecie mnie w pole, jak wam się zdaje. Pozwolenie na to muszę i ja słyszeć.

Poszli więc obaj do najbliższej kawiarni. Policyant przytknął do ucha drugą słuchawkę i usłyszał, że dyrekcya odmówiła pozwolenia.

— No widzi pan — zatryumfował policyant i wrócił z towarzyszem na most.

— No widzi pan — powitał go operator — myśmy już skończyli. Zdjęcie mamy świetne, popatrz pan, tam na galarże „samobójca“ właśnie przebiera się w suche ubranie...

Dziś Budapeszt śmieje się ze "sprytu“ policyanta.


Ilustrowany Kurier Codzienny nr 161. - z dnia 18 lipca 1912 roku
Troche humoru
SZEPCZĄCY OŁÓWEK
Witold Conti otrzymał od wielbicielki list miłosny, pisany ołówkiem, za co korespondentka przeprasza go stokrotnie.
- Ależ, droga pani — uspakaja ją Conti przy spotkaniu — na cóż te usprawiedliwienia? Przecież list, pisany ołówkiem, to jak rozmowa, prowadzona szeptem. A czyż to nie są najmilsze rozmowy?

Co nowego?
To nie jest reklama!!
... choć mogła by być

Obrazek
ZAPOTRZEBOWANIA FILMOWE 

Filmy poszukiwane

Lista


The Woman Who Left / Ang babaeng humayo (2016)


Dramat | 3 godz. 46 min.
produkcja: Filipiny
premiera: 9 września 2016


scenariusz i reżyseria: Lav Diaz


zdjęcia: Lav Diaz



Recenzja filmu The Woman Who Left (2016)
Było, nie minęło
autor: Łukasz Muszyński, źródło: filmweb



Lav Diaz nie bierze jeńców. Jego niektóre dzieła trwają tyle co ustawowy dzień pracy. Reżyser nie poddaje się standardom współczesnego kina: dyktatowi nieustannego dziania się, konieczności zagęszczania filmowej rzeczywistości do przepisowych dwóch godzin. Twórczość Filipińczyka jest hermetyczna, a co za tym idzie: skazana na istnienie wyłącznie w obiegu festiwalowym. Mimo to nie czuć w niej artystowskiej blazy i zachwytu nad sobą. Wręcz przeciwnie: to kino głęboko zanurzone w rzeczywistości a przy tym niepozbawione krytycznego pazura.

Walczący o Złotego Lwa dramat "The Woman Who Left" zaczyna się jak amerykański sensacyjniak albo żeńska wersja "Oldboya". Po 30 latach spędzonych w więzieniu za zbrodnię, której nie popełniła, Horacia Somorostro (znakomita Charo Santos-Concio) zostaje wypuszczona na wolność. Świat bez krat nie ma jednak bohaterce za wiele do zaoferowania: mąż nie żyje, syn zniknął w niewyjaśnionych okolicznościach, zaś niewidziana od dekad córka wydaje się obcą osobą. Kobieta opłakuje zmarłych, doprowadza do ładu swoje relacje z żywymi, a potem zaczyna planować zemstę na człowieku, który zniszczył jej życie, wrabiając ją w przestępstwo.


Horacia to arcyciekawa postać. Jeszcze w więzieniu widzimy, jak niesie pomoc towarzyszkom niedoli, a w wolnych chwilach uczy angielskiego i chemii dzieci więźniarek. Kobieta pozostaje dobrą Samarytanką także po opuszczeniu zakładu. Oddaje swój dom i ziemię potrzebującej rodzinie, otacza opieką biednych, chorych i uciśnionych: cierpiącego na padaczkę transwestytę, drobnego ulicznego sprzedawcę oraz chorą psychicznie dziewczynę. Bohaterka skrywa jednak drugie mroczniejsze oblicze: wytatuowanej twardej babci, która potrafi spuścić manto agresywnemu obwiesiowi i fachowym okiem ocenić broń potrzebną do wykonania wyroku. Ze skrawków dialogów można się domyślić, że w trakcie odsiadki Horacia zaliczyła wszystkie szczeble kryminalnej edukacji. Na ile zmieniło ją więzienie? Czy niesłuszna kara, jakiej została poddana, osłabiła czy raczej wzmocniła jej wiarę w Boga? Czy uczynione przez nią dobro może stać się niezamierzenie zarzewiem zła? Na te pytania Diaz nie udziela jednoznacznej odpowiedzi.

Akcja filmu rozgrywa w drugiej połowie lat 90. Z radia płyną doniesienia o trawiącej kraj pladze porwań, odłączeniu Hongkongu od Wielkiej Brytanii, śmierci księżnej Diany i matki Teresy. Dla mieszkających na prowincji bohaterów ten medialny szum wydaje się jednak abstrakcją. Ich rzeczywistość to przemoc na ulicach, wegetacja w warunkach urągających ludzkiej godności oraz społeczna znieczulica. Gdy Horacia po spędzeniu pół życia w celi wychodzi na wolność, nikt nie raczy jej nawet przeprosić za decyzję skorumpowanego sądu. Ponurą wymowę filmu uwydatnia jego surowa forma: nieruchome, płaskie, czarno-białe kadry oraz brak muzyki ilustracyjnej. Gdy po trzech godzinach projekcji kamera na kilkadziesiąt sekund zostaje nagle wprawiona w ruch, można odnieść wrażenie, jakby w fabule nastąpił szokujący zwrot akcji.

Diaz celebruje momenty zastoju i monotonii, zmusza widza do skupienia się na sytuacjach, które pozornie nie popychają do przodu historii. Jakby wierzył, że tylko wtedy da się uchwycić prawdę o bohaterach i świecie dookoła nich. Czasem jego metoda przynosi wyśmienite rezultaty. Zdarzają się jednak momenty, które wystawiają naszą cierpliwość na próbę i ostatecznie nic nie wnoszą. Na minus trzeba także policzyć bardzo przeciętnie zagrane role drugoplanowe oraz szablonowego złoczyńcę – filipińskiego Janusza Tracza, który bez skruchy opowiada księdzu o potwornych uczynkach z przeszłości. Było, minęło – zdaje się mówić czarny charakter. Nie ma racji. Nierozgrzeszone winy mogą wrócić ze zdwojoną siłą, ciągnąc na dno także innych.






występują:

Charo Santos-Concio . . . . . . . . . . Horacia Somorostro
John Lloyd Cruz . . . . . . . . . . Hollanda
Michael De Mesa . . . . . . . . . . Rodrigo Trinidad
Noni Buencamino . . . . . . . . . . Magbabalot
Shamaine Buencamino . . . . . . . . . . Petra
Mae Paner . . . . . . . . . . Opiekunka
Mayen Estanero . . . . . . . . . . Nena
Marjorie Lorico . . . . . . . . . . Minerva

... i inni


montaż Lav Diaz

scenografia Popo Diaz

produkcja Lav Diaz, Ronald Arguelles, Kristine Kintana
Na tej witrynie nie ma forów.

Zaloguj się  •  Zarejestruj się

Kto jest online

Jest 5 użytkowników online :: 3 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 2 gości (wg danych z ostatnich 5 minut)
Najwięcej użytkowników (12) było online pn wrz 04, 2017 4:30 pm

Zarejestrowani użytkownicy: Exabot [Bot], Heise IT-Markt [Crawler], Tonder
Legenda – kolory grup: klasykanin, azraella, caligari, zelig

Urodziny

Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Statystyki

Liczba postów: 11391 • Liczba tematów: 11051 • Liczba użytkowników: 9070 • Ostatnio zarejestrowany użytkownik: june19

Dzisiaj jest śr wrz 20, 2017 3:58 am